poniedziałek, 25 maja 2015

XI ROZDZIAŁ

Środa
-Kochanie, wstawaj- usłyszałam jak Andrzej szepcze mi do ucha.
-Jeszcze 5 minut- odpowiedziałam i przekręciłam się na drugi bok.
Jednak nie dane było mi zasnąć, bo poczułam Jego usta na mojej szyi.
-Mmmm... Dobra wygrałeś.- odkręciłam się w stronę Andrzeja i pocałowałam go.
Miły początek dnia przerwał nam mój telefon. Nie patrząc nawet kto dzwoni odebrałam.
-Tak, Słucham?
-Dzień Dobry Pani Natalio.
-Dzień Dobry Panie Prezesie, coś się stało?
-Nic takiego. Dzwonię, żeby Pani powiedzieć, żeby dzisiaj Pani przyszła na 10,  bo mamy mała awarię i nie ma sensu, żeby była Pani wcześniej.
-Dobrze, dziękuje za informację
-Do widzenia.
-Do widzenia.- odpowiedziałam i rozłączyłam się.
-Stało się coś?- zapytał Andrzej
-Jakaś tam awaria i mam dwie godziny ekstra na spanie. Dobranoc
-Na spanie?
-No tak
-Eej to niesprawiedliwe, bo ja za godzinę mam trening.
-Ojeej to niesprawiedliwe niedługo zamienię się w ciężarówkę, nie będę miała na nic siły.  Będę cały czas jadła. A mówiąc o jedzeniu to mam ochotę na jakieś mega słodkie ciasto. O czym ja to mówiłam?
-Że cholernie mnie kochasz i Naszą Małą Fasolkę też.-zaśmiał się
-Masz rację KOCHAM WAS! - odpowiedziałam i pogłaskałam brzuch.
-Chodź Skarbie- odpowiedział i pociągnął ze sobą na łóżko.
-A Ty się nie śpieszysz?
-Nie, jest dopiero 7, czyli mamy jeszcze 2 godziny.
Leżeliśmy i się przytulaliśmy. Nawet nie wiem ile czasu, ale chyba długo.
-Kurwa spóźnię się.- powiedział i zerwał się z łóżka
-Nie spóźnisz. Idź pod prysznic, a ja zrobię śniadanie.
-Dziękuję- powiedział i złożył pocałunek na moich ustach, który chyba przeradzał się w coś innego.
-Ptaszku.
-Już idę. Napisze tylko sms-a do Karolka, żeby wpadł po mnie.
-Nie jedziesz swoim?
-Nie, bo jak się spóźnię to będzie opierdol, a samemu biegać kółeczka to nic fajnego.
-Wiesz co? Jest to jakaś logika. Dobra idę zrobić śniadanie.
Założyłam Andrzejową bluzę i poszłam do kuchni. Nie wiedziałam co zrobić na śniadanie.
Wstawiłam wodę na kawę i zabrałam się za przygotowywanie tostów. W lodówce stał słoik z ogórkami kwaszonymi.
-Czy ten facet czyta mi w myślach- powiedziałam cicho i wzięłam się za ogórki.
Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi.
-O cześć, co tak szybko? Andrzej jeszcze w proszku
-Cześć, miałem do załatwienia coś w pobliżu.  Co on taki nie ogarnięty dzisiaj.- powiedział i przywitał się buziakiem w policzek.
-A kiedy on jest ogarnięty?
-Nooo... dobra nie było pytania.
-Jestem za. Cholera śniadanie!- krzyknęłam i pobiegłam do kuchni.
-Uff... Żyją. Jadłeś śniadanie?
-W sumie to nie
-No to siadaj.
Przygotowałam i postawiłam przed nim talerz i zaczęłam przygotowywać dla Andrzeja.
-Już jesteś?
-No tak, a Ty co? Za długo się spało?
-Nie koniecznie spało...
-Ejj- oburzyłam się ze śmiechem
-No dobra nic nie mówię.
-Siadaj i jedz, bo będą karne kółeczka.
-Dobrze już dobrze.
Zaczęliśmy jeść, a ja znowu nabrałam ochoty na ogórki, więc jadłam tosta, zagryzałam ogórkiem i popijałam kawą.
-Yyyy Kochanie? Dobrze się czujesz?
-Wyjątkowo tak, a co?
-No nic tylko rano tort, a teraz ogórki?
-No co w moim stanie mogę, o kurwa.- wymsknęło mi się kiedy się zorientowałam, że wygadałam się
-Czekaj, czekaj. Jak to w Twoim stanie? W ciąży jesteś?-zapytał Karol
- Dobra Ola wie, Ty też w sumie możesz.
-Jak to Ola wie?- to już powiedzieli razem.
-No tak wyszło, że jak wtedy Ola u nas była to zostawiłam test w łazience no i ona o zobaczyła i tyle.
-To dlaczego ja dowiaduję się o tym dopiero teraz?
-Miałeś się dowiedzieć razem ze wszystkimi.
-Czyli?
-Czyli, na imprezie, która odbędzie się... jeszcze nie wiemy kiedy.
-No dobra . Wybaczam Wam, a teraz gratuluję Misiaki moje. Przytulas.
No i taki mega przytulas.
-Cieszymy się, że się cieszysz, ale może dasz mi szanse, żebym dożyła do końca ciąży?
-O przepraszam.
-Dobra Karolku, bo my się spóźnimy.
-No dobra.
-Trzymaj się Skarbie- powiedział Andrzej i dał buziaka, troszkę dłuższego buziaka.
-Za słodko, zaaa słodko Andrzeju śpieszy nam się.
-No już, już
-Dokończymy później- szepnął mi do ucha.
-Trzymam Cie za słowo- również szepnęłam
Chłopaki pojechali na trening, a ja zostałam w domu. Posprzątałam w kuchni i poszłam pod prysznic. Stałam przed lustrem i obserwowałam swój brzuch. Wzięłam prysznic, przebrałam się, umalowałam i byłam gotowa do wyjścia. Miałam jeszcze pół godziny więc wzięłam laptopa i zaczęłam przeglądać domy i mieszkania do wynajęcia. Natrafiłam na przepiękny dom. Postanowiłam, że Andrzej musi go zobaczyć. Napisałam mu sms-a żeby się zapytać o której kończy. Chciałam go tam dzisiaj zabrać.Wiedziałam, że odpisze dopiero po pierwszym treningu. Zapisałam sobie numer właściciela i postanowiłam do niego zadzwonić jak tylko dowiem się o której Andrzej będzie miał czas. Założyłam buty i wyszłam do pracy. Tam okazało się, że sytuacja opanowana i mogę brać się do pracy. W między czasie dostałam sms-a od Andrzeja, że o 14. Zadzwoniłam do właściciela i okazało się, że ma wolne dzisiaj o 14, więc umówiliśmy się na 14:30 Napisałam Andrzejowi, żeby czekał pod halą. Próbował się dowiedzieć, ale póki co nie chciałam mu nic mówić.  Idąc do kuchni, żeby zrobić sobie herbatę poczułam ostry ból w okolicach podbrzusza. Ukucnęłam i zacisnęłam zęby.
-Natalia! Co Ci jest?- usłyszałam czyjś głos
Nic nie odpowiedziałam.
-Natalia! Wszystko dobrze? Mogę Ci w czymś pomóc?
-Już wszystko dobrze dziękuję.- odpowiedziałam i poszłam dalej w dalszym ciągu odczuwając ból.
Reszta dnia w pracy minęła spokojnie. Zdecydowałam, że na razie nic nie powiem Andrzejowi, żeby go nie martwić, ale powiem o tym lekarzowi. Wróciłam do stolika i kontynuowałam zajęcie. Przed 14 zaczęłam się zbierać. Wzięłam swoje rzeczy, pożegnałam się i ruszyłam do samochodu. Po 10 minutach byłam już pod halą. Wyszłam na świeże powietrze. Oparłam się o samochód, zamknęłam oczy i próbowałam nacieszyć się przyjemnym rażeniem słońca, które dzisiaj wyjątkowo mocno grzało.
Nagle ktoś mnie objął i zacząć się ze mną kręcić.
-Andrzej! Przestań!
-No dobrze już.- powiedział i dał buziaka.
-A gdzie reszta chłopaków?
-Przebierają się
-To co Ty ta szybko?
-Za szybko?
I w tym momencie wyszli z hali chłopaki. A mianowicie: Karol, Wojtek, Maciek, Facundo.
-To już wiemy, do kogo nasz Andrzejek się śpieszył. - zaśmiali się
-Cześć Natalia- powiedzieli razem.
-Cześć Chłopaki. - odpowiedziałam
Porozmawialiśmy jeszcze chwilę z nimi i wsiedliśmy do samochodu.
-Kochanie?
-Tak?
-Gdzie jedziemy?
-Zobaczysz
-Eeej foch.
Nic nie odpowiedziałam, ale już wiedziałam co zrobić, żeby foch poszedł w niepamięć. Czekałam tylko na odpowiedni moment
A kiedy nadszedł... Zjechałam na pobocze.
-Andrzejku? Długo się jeszcze będziesz gniewał?
-No nie wiem
-No to troszkę przyśpieszymy- powiedziałam cicho, ale Andrzej to chyba usłyszał, bo spojrzał się na mnie podejrzanie.
Jakimś cudem nie wychodząc z samochodu przetransportowałam się na kolana Andrzeja. Przytuliłam go, ale On nie zbyt odwzajemnił, więc przyjęłam inną taktykę. Zaczęłam jeździć delikatnie palcami po całej jego klacie, potem wplotłam palce w jego włosy. Widziałam, że powoli pęka, więc zaczęłam składać delikatne pocałunki na jego szyi.
-Boże co Ty ze mną robisz Kobieto?- zapytał i zaczął namiętnie całować.
Gdy jego ręce powędrowały pod bluzkę, wiedziałam, że czas to przerwać.
-Kotku, wiesz, że tutaj nie możemy?
-Czemu?
-Bo nas ktoś zobaczy.
Ale Andrzej tylko cicho jęknął z niezadowolenia.
-Kiedyś Ci to wynagrodzę- szepnęłam mu do ucha.
-Trzymam Cie za słowo- szepnął.
Przesiadłam się na swoje miejsce i ruszyliśmy dalej, tym razem Andrzej nie zadawał żadnych pytań.
Po 10 minutach byliśmy już na miejscu.
-Co my tu robimy?
-Oglądamy dom.
-Żartujesz nie?
-Andrzej wiem, że mieliśmy szukać mieszkania, a nie domu, ale jak go zobaczyłam to wiedziałam, że musimy go zobaczyć.
-Kochanie to nie tak, ja też widziałem ten dom i chciałem Cie tu przywieźć, ale dopiero jutro. To co idziemy?
-Oczywiście- odpowiedziałam
Wyszliśmy z samochodu złapałam Andrzeja za rękę i zadzwoniliśmy domofonem. Posesja była ogrodzona czarnym parkanem i wysokimi tujami. Otworzył nam mężczyzna jakoś po 60-ce. Podziwiałam piękny ogród. Weszliśmy do domu. Najpierw przywitał nas piękny korytarz ze schodami na górę, wielką szafą i wielkimi drzwiami (właściwie to nie były drzwi tylko ogromne przejście w ścianie) do salonu. W salonie stała skórzana kanapa, fotel bujany, dość spory telewizor i wyjście na balkon. Na balkonie akurat nic nie było, ale i tak był piękny. Z salonu przechodziło się do ogromnej kuchni połączonej z jadalnią. Do kuchni można wejść dwoma wejściami, więc wyszliśmy od razu na korytarz. Tu były jeszcze jedne drzwi do łazienki. Łazienka jak chyba wszystko tutaj OGROMNA.
-Zobacz Kotku jaka wielka wanna, zmieścimy się oboje.- szepnął mi na ucho.
Ja tylko się na te słowa uśmiechnęłam.
Poszliśmy schodami na górę. Tam zastaliśmy krótki korytarz. Pierwsze drzwi na lewo- łazienka (ogromna). Pierwsze drzwi na prawo- chyba to była jakaś pralnia, bo stała pralka, środki czystości i takie coś. Drugie drzwi na lewo- pusty pokój.
Właścicielowi zadzwonił telefon.
-Przepraszam muszę odebrać, gdyby coś to będę na dole.- powiedział i zszedł po schodach rozmawiając przez telefon.
A my otworzyliśmy drugie drzwi na prawo, a tam...
-O matko! Tu jest cudownie- powiedziałam
Sypialnia była wspaniała. Wielkie okna. Ogromne (wygodne) łóżko i wielka szafa.
Wyszliśmy z sypialni i został nam balkon, którego jakimś cudem wcześniej nie widziałam. Na balkonie nie było nic oprócz dwóch doniczek z kwiatami, ale widok był piękny na cały ogród. Tak tam pięknie i zielono. Zeszliśmy na dół. Właściciel jeszcze powiedział nam co wymieniał, remontował i co trzeba zrobić. Powiedział nam tez, że jeśli chcemy to możemy wynająć dom, a nie od razu kupować. Umówiliśmy się, że jeszcze dzisiaj zadzwonimy do niego i damy mu odpowiedź. Pożegnaliśmy się z nim i udaliśmy się do domu. Tym razem to Andrzej prowadził. Przez całą drogę milczeliśmy. Podobał mi się ten dom, ale nie wiedziałam czy nie jest dla nas zbyt drogi, czy damy radę go utrzymać itp. Zajechaliśmy jeszcze na zakupy i pojechaliśmy do domu. Tam razem przygotowaliśmy obiad. Po obiedzie zasiedliśmy przed telewizorem i oglądaliśmy jakiś film.
-Andrzej?
-Tak Skarbie?
-Podoba Ci się ten dom?
-Podoba, nawet bardzo, a Tobie?
-Cholernie podoba.
-To co dzwonimy?
-Dzwonimy.
Andrzej zadzwonił i umówił się na jutro na 12 na podpisanie umowy, wręczenie kluczy i takie różne.
Szczęśliwi resztę dnia i wieczoru spędziliśmy razem. Mieliśmy dużo czasu dla siebie i go bardzo miło spędziliśmy. Musiałam wynagrodzić tą akcję w samochodzie.

Piątek.
Obudziłam się o 6 rano nie mogłam już spać, więc poszłam do kuchni i zaparzyłam sobie kawę.  Nie musiałam iść dzisiaj do pracy, więc trzeba było jakoś pożytecznie wykorzystać dzisiejszy dzień. Wczoraj odebraliśmy klucze od domu. Tak naszego domu. Wczoraj też rozmawialiśmy z właścicielem budynku, w którym mieszkamy aktualnie i on wyraził zgodę na opuszczenie mieszkań w dogodnym dla nas terminie. Postanowiłam dzisiaj chociaż zacząć pakować moje rzeczy. Dlaczego tylko  moje? Andrzeja wolałaby nie pakować sama.  Po pierwsze tyle tego ma, że padłabym trupem, a po drugie ja mogę mu najwyżej pomóc. Poszłam do łazienki ogarnęłam się i ubrałam. Usiadłam przy stoliku w salonie, wzięłam laptopa i popijając herbatkę zaczęłam czytać co nowego na świecie.
-Kochanie Ty już nie śpisz?- w drzwiach pojawił się zaspany Andrzej
-Nie mogłam spać- powiedziałam, a Andrzej podszedł i dał buziaka.
-Co tam porabiasz?
-Czytam jakieś nowinki, ale nic ciekawego. Idziemy na śniadanie?
-Czytasz mi w myślach kobieto- powiedział wziął na ręce i przetransportował do kuchni.
-Co sobie Królewna życzy?
-Hmm może naleśniki?
-Z czym?
-Nie wiem, ale mam ochotę na jakieś świeże owoce.
-Widzisz? Dobre miałem przeczucie, żeby kupić dużo owocków.
-No tak Ty mój idealny.
Andrzej zajął się ciastem na naleśniki, a ja owocami. Pokroiłam duużo różnych owoców.
Andrzej poszedł się ogarnąć, a ja smażyłam naleśniki. Dobrze, że jakoś tak pewnie połowa garderoby Andrzeja jest u mnie, więc z ciuchami nie miał problemu i już po chwili był obok mnie
-Kotek, a Ty masz dzisiaj wolne, nie?- zapytał kiedy spożywaliśmy śniadanie
-No tak, a co?
-Nic zastanawiam się co będziesz robiła.
-Zacznę pakować moje rzeczy.
-A właśnie jutro nie mam żadnego treningu to może jutro urządzimy sobie przeprowadzkę.
-Jestem za. Dobra ja już jestem pełna. Reszta dla Ciebie Skarbie
-Serio? A mała Fasolka nasza?
-Nasza Fasolka też.
Andrzej wstał, podszedł do mnie, uklęknął i odsłoniwszy brzuch zaczął mówić do Dziecka.
-Ej Mały? Słyszysz? Tata mówi. Co Ty tam tak nie chcesz jeść? Musisz wyrosnąć na dużego chłopca. Tak dużego jak Tatuś- powiedział i pocałował w brzuch.
-Wydaje mi się czy już troszkę nabiera kształtów?
-Nabiera, nabiera.
-Kochanie tak bardzo chciałbym dzisiaj zostać z Tobą w domku.
-Wiem Kochanie.
-Pamiętasz, że dzisiaj o 18 gramy mecz?
-Pamiętam
-Przyjadę po treningu, a potem pojedziemy razem dobrze?
-Dobrze tylko co ja będę robiła tam sama godzinę przed meczem?
-Karol powiedział, że Olka też będzie wcześniej.
-No dobra to chociaż pogadamy sobie. A teraz już leć Skarbie
-Dobrze dobrze- powiedział i złączył usta w pocałunku.
-Będę o 13- powiedział, gdy już wychodził.
Po wyjściu Andrzeja zabrałam się za sprzątanie, a potem pakowanie. Naszykowałam sobie ubrania na mecz. Czarne rurki, ulubione żółte trampki no i oczywiście koszulka meczowa Andrzeja. O 10:30 prawie wszystkie moje rzeczy były już w kartonach. Zostały tylko te najpotrzebniejsze. Poszłam do mieszkania Andrzeja i tam wyciągać jego ubrania z szafy i układać na łóżku, które pewnie i tak w nocy będzie wolne. O 13 ktoś wszedł do mieszkania.
-Kotek? Jesteś tu?
-W sypialni.
-Co robisz?
-Pakuję, chociaż to raczej przygotowuje do pakowania, bo nie wiem, które ubrania będą potrzebne.
-Zaraz Ci pomogę
Andrzej poszedł do łazienki i po chwili już razem pakowaliśmy. 0 16 postanowiliśmy skończyć na dzisiaj i zrobiliśmy obiad. Potem odpoczęliśmy trochę i trzeba było się zbierać.
W Energii byliśmy już o 17. Andrzej poszedł do szatni, a ja już na halę, gdzie była już Ola.
Opowiedziałam jej o wszystkim i nawet nie zauważyłam kiedy zaczął się mecz. Mecz z AZS Politechniką Warszawską. Jak jeszcze mieszkałam w Warszawie to starałam się być na każdym ich meczu. Nie ważne było dla mnie czy grają z drużyną z pierwszego miejsca w pluslidze czy ostatniego. Mecz to mecz i emocje są zawsze, Mecz zakończył się zwycięstwem skry 3:1 MVP. Karol Kłos. Chociaż moim zdaniem Andrzej tez dzisiaj szalał na boisku. Z tej okazji Karol o 21 wszyscy mieli się wstawić u niego. 15 minut po zakończeniu meczu czekałam już na Andrzeja przed halą. Szybko się ogarnęliśmy i o 20:50 już jechaliśmy do Kłosów. Kiedy ktoś mi proponował jakiś alkohol miałam ochotę odpowiedzieć, że nie mogę pić, bo jestem w ciąży, ale postanowiliśmy, że na naszej imprezie to zrobimy, więc mówiłam, ze nie najlepiej się czułam i wzięłam lekarstwa. O 2 dotarliśmy do mieszkania. Szybki prysznic (wspólny, bo "Po co marnować wodę") i spać.

Sobota
Obudził mnie, dzwonek do drzwi. Patrzę na zegarek- 08:00, no suuper. Spojrzałam z nadzieją, że Andrzej tez się obudził i to on pójdzie otworzyć, ale nic z tego, Andrzej tylko przekręcił się na drugi boczek i spał dalej. Nie było wyboru- trzeba iść otworzyć. Założyłam Andrzeja bluzę , którą miałam do połowy ud, bo dziwnie tak komuś otworzyć w koszulce i majtkach.
-Co wy tu o tej porze?- zapytałam, gdy zobaczyłam Karola, Olę, Wojtka, Facunda i Nicolasa
-Przyszliśmy Wam pomóc, ale chyba przeszkadzamy.
-Nie przeszkadzacie tylko... W czym pomóc?
-W przeprowadzce
-Aaaa już się wygadał. Skoro tak to zapraszam tylko my jeszcze nie ogarnięci i w sumie to nie całkiem spakowani. Andrzej śpi.
My z Olą poszłyśmy do kuchni, a chłopaki to chyba obudzić Andrzeja. Zrobiłam nam kawę, a z sypialni usłyszałyśmy krzyk, a potem wybuch śmiechu. Szybko tam pobiegłyśmy.
-Co tu się dzieje?- zapytałam
-Nic po prostu otoczyliśmy tak trochę Andrzejka,a  on biedny się przestraszył.
-A Ty byś się nie przestraszył kiedy się budzisz i w łóżku zamiast swojej kobiety widzisz czterech facetów?
-Oj mój biedny- podeszłam do niego i pocałowałam.
-Lepiej?- zapytałam
-Lepiej- odpowiedział
-No to teraz idź się ogarnąć, a Was zapraszam na śniadanie.
-No wiedziałem, że Natalia o nas nie zapomni i ma coś do jedzonka, przypomnijcie mi później, że mam zrobić zakupy.
Razem z Olą zrobiłyśmy śniadanie, w tym czasie  Andrzej się ogarnął, kiedy opuścił łazienkę, mogłam iść się przygotować założyłam rurki, bokserkę i bluzę. Włosy spięłam w luźnego koka i byłam gotowa. Poszłam do salonu, a tam chłopaki siedzieli i o czymś rozmawiali. Na stole już stał tylko talerzyk z dwiema kanapkami i kubek z malinową herbatką
-No nareszcie. Chodź, zjedz.- powiedział Andrzej
-No już juuż- powiedziałam, usiadłam na kolanach Andrzeja i zaczęłam jeść kanapkę z twarożkiem i rzodkiewką.
-Gdzie jest Ola i Karol?-zapytałam
-Ola stwierdziła, że nie może nas słuchać i posprząta po śniadaniu, a Karol jej POMAGA- odpowiedział Wojtek akcentując ostatnie słowo i robiąc cudzysłów w powietrzu.
-Aaaa rozumiem. Andrzej, a tak w ogóle to Ty jesteś spakowany?
-Niee, ale damy rade. Spokojnie.
Jak zjadłam śniadanie to zabraliśmy się od razu za pakowanie. Stwierdziliśmy, że najpierw wszystko spakujemy. Wspólnymi siłami może szybko nam pójdzie. Znaleźliśmy kilka Skarbów w mieszkaniu Andrzeja typu malutki samochód i trochę większy samochód zabawkowy.
-Zostaw dla Potomnych- powiedział Facu, my na to tylko się uśmiechnęliśmy i nic nie odpowiedzieliśmy.
O 11:00 już wszystko było spakowane i chłopaki znosili pudła do samochodów. Dobrze, że kilka ich było, bo tylko moim i Andrzeja nie dalibyśmy rady, a ja z Olą rozglądałyśmy się czy nie zapomnieliśmy czegoś i poszłyśmy oddać klucze właścicielowi. Po 30 minutach podjeżdżaliśmy już pod nasz nowy dom. Ze świadomością, że on jest już nasz wydawał mi się jeszcze piękniejszy. Przez 15 minut wszyscy zachwycali się domem. Ola nawet powiedziała, że ona też by kiedyś chciała mieć taki śliczny dom, ale teraz chyba jej jeszcze wystarczy mieszkanie. Potem zaczęło się wielkie rozpakowywanie, najwięcej było oczywiście ubrań, ale my z Olą się poświęcimy i powiedziałyśmy, że w szafach ułożymy MY, a faceci niech sobie znajda zajęcie. Chyba nie wiedzieli co mają robić i siedzieli i składali ubrania razem z nami. Nawet szybko nam poszło 1,5 h później nasza wielka szafa była już pełna. Potem zajęliśmy się rozstawianiem wszystkiego na półkach. Najwięcej było oczywiście medali, pucharów itp. Andrzeja, ale to raczej powód do dumy, a nie do jakiejkolwiek złości. O 14 wszystkie pudła były już puste, rozsiedliśmy się na kanapie i zajadaliśmy pizzę zamówioną przez Andrzeja, bo po pierwsze nikomu nie chciało się niczego gotować, a nawet jakby się chciało to w lodówce było pusto, a jak można się domyśleć nikomu nie chciało się iść do sklepu. Po obiedzie podziękowaliśmy naszym przyjaciołom za pomoc i powiedzieliśmy, żeby rezerwowali sobie wolne na następną sobotę,  bo będzie parapetówka.
-Umieram. Nie mam na nic siły- powiedziałam padając obok Andrzeja na kanapie w salonie.
-To chodź odpoczniemy sobie- powiedział i mocno mocno przytulił, a zaraz potem zaczął całować po szyi.
-A nie mieliśmy odpoczywać?
-Odpoczywamy.
-Kochanie ja Cię bardzo kocham, uwielbiam i w ogóle, ale teraz to chyba musimy jeszcze coś zrobić.
-Co takiego?- zapytał nawet nie przerywając całowania mojego ciała.
-Zakupy. I to takie mega zakupy, bo nie mamy niczego począwszy od jedzenia po środki czystości.
-No dobrze. To teraz?
-Teraz, potem jeszcze bardziej nie będzie mi się chciało.
Wyszliśmy z domu i pojechaliśmy do supermarketu. Po 15 minutach już chodziliśmy pomiędzy półkami i wkładaliśmy do wózka wszystko co nam potrzebne. Zatrzymałam się przy dziale z zabawkami dla dzieci, bo zobaczyłam wielkiego miśka. Był taki śliczny.
-Kochanie idziemy?
-Tak, tak już idę
Wyszliśmy i pokierowaliśmy się do domu. Tam rozpakowaliśmy zakupy i zaczęłam robić kolację. Po kolacji zasiedliśmy w salonie i oglądaliśmy jakieś głupie seriale. Znudziło mi się to i stwierdziłam, że pójdę się wykąpać. Andrzej jednak nie pozwolił mi  zrobić tego samej. Po kilku minutach rozkoszowałam się wspólną kąpielą. Czy poszliśmy od razu spać? O nie, nie Andrzej stanowczo domagał się dokończenia tego co prawie zaczęliśmy w salonie. Zmęczona zasnęłam wtulona w Andrzeja. W naszej nowej pięknej sypialni.


Tydzień później...
Sobota
Obudziły mnie promienie światła wpadające do sypialni. Pocałowałam w czoło śpiącego jeszcze Andrzeja i zeszłam na dół. Dzisiaj wyjątkowy dzień, wieczór, a może lepiej noc. Parapetówka.  Zaparzyłam kawę i usmażyłam naleśniki i poszłam obudzić Andrzeja.
-Dzień dobry Kochanie- powiedziałam, gdy usiadłam mu na brzuchu i dałam buziaka.
-Dzień dobry Skarbie- powiedział i przekręcił się tak, że  teraz to ja byłam pod nim.
-Od kiedy Pan o 8 rano ma tyle energii, Panie Andrzeju?- zapytałam
-Od kiedy Pani pojawiła się w moim życiu Pani Natalio- powiedział i znowu pocałował
-My tu gadu gadu, a na dole naleśniki stygną.
-Naleśniki?
Andrzej wziął mnie na ręce i zaniósł na dół.
Zjedliśmy śniadanie.
-Andrzej pojedziesz na zakupy?
-Sam?
-No sam. Jesteś dużym chłopcem, więc może sobie poradzisz.
-No dobrze, ale musisz mi zrobić listę
-To idź się przebierz, a ja napiszę.
Andrzej pobiegł na górę, a ja się wzięłam za pisanie. Dobrze, że wczoraj napisałam sobie wszystko co będę robiła do jedzenia i picia, więc  teraz tylko sprawdzić co jest czego nie ma i w ogóle.
Po 15 minutach lista była gotowa.
-Tylko niczego nie zapomnij- powiedziałam i dałam buziaka Andrzejowi.
Pobiegłam na górę, przebrałam się i zaczęłam sprzątać. Posprzątałam sypialnię i łazienkę na górze i zeszłam na dół. Włączyłam radio dosyć głośno i zaczęłam sprzątać w kuchni.
Kiedy zmywałam poczułam czyjeś dłonie na moich biodrach i z krzykiem odwróciłam się.
-Boże Andrzej chcesz, żebym na zawał zeszła?
-Krzyczałem, ale przez to radio nic nie słyszałaś. To co chyba nie będziesz się gniewała, co?
-No nie- powiedziałam i dałam buziaka.
Zaczęliśmy rozpakowywać zakupy.
-Co mam robić Kochanie?
-Więc trzeba: posprzątać w łazience na dole, w salonie, odkurzyć wszędzie no i pomóc w kuchni.
-To ja szybko posprzątam, a potem Ci pomogę, dobrze?
-Dobrze Skarbie.
Więc ja zajęłam się robieniem sałatki, a Andrzej sprzątaniem.
Po godzinie trzy sałatki były gotowe, a dom lśnił czystością.
-Zadanie wykonane!
Ja na to tylko się uśmiechnęłam i dałam buziaka.
-Zapomniałem! -krzyknął i wybiegł z kuchni
-O co chodzi?- zapytałam, ale nie otrzymałam odpowiedzi.
Po chwili Andrzej był już z powrotem.
-Widziałem jak na to patrzyłaś w sklepie, więc postanowiłem kupić.- powiedział i pokazał tego ogromnego miśka.
-On jest śliczny- powiedziałam, ujęłam twarz Andrzeja w dłonie i pocałowałam.
-A Tobie Mały? Jak się podoba?- powiedział Andrzej do brzuszka.
Nawet już nie pytałam skąd wie, że to będzie MAŁY, a nie MAŁA.
-Na pewno tak.
-Zaniosę go do sypialni i wracam Ci pomóc.
Zaczęliśmy robić razem ciasta. Razem, czyli co chwilę musiałam mówić ANDRZEJ! NIE PODJADAJ, BO ZABRAKNIE. I co słyszałam na to? NIE MOGĘ. ZA DOBRE TO. I weź się tu z nim kłóć.
O 16 wszystko było gotowe i poszliśmy się kąpać. Razem?  Nieee, oddzielnie. Ja na górze, Andrzej na dole. Razem to za długo by się zeszło. Wykąpałam się, wysuszyłam, wyprostowałam włosy, umalowałam się i wyszłam w ręczniku w poszukiwaniu jakiejś sukienki, bo oczywiście wcześniej tego zrobić nie mogłam.  Postawiłam na białą sukienkę na grubych ramiączkach, na której była czarna koronka oraz szpilki, które pewnie zaraz zdejmę, ale przywitać gości jakoś trzeba. Gotowa zeszłam na dół. Andrzej już czekał w salonie. Biedaczek z nudów zaczął ustawiać wszystko na stół.
-Kochanie... Jak Ty pięknie wyglądasz- powiedział podszedł do mnie i pocałował
-Dziękuję. Ty też Przystojniaku Mój- powiedziałam i uczyniłam to samo co on przed chwilą. Poznosiliśmy już wszystko na stół i ktoś zadzwonił dzwonkiem. Poszłam otworzyć.
-Ola! Boże! Olcia Moja!- powiedziałam i rzuciłam się na przyjaciółkę.
-Przepraszam, że się nie odzywałam, ale miałam takie małe problemy.
-Jakie problemy? Z resztą! Nie ważne. Dzisiaj o wszystkim zapominasz- powiedziałam i zaśmiałyśmy się.
Poszłyśmy do salonu, gdzie czekał Andrzej przywitał się z Olą i poszedł otworzyć, bo ktoś zadzwonił dzwonkiem.
-Ola, czy te problemy to między innymi spowodowane Twoim Chłopakiem?
-Moim BYŁYM chłopakiem.
-Przepraszam. Nie wiedziałam.
-Nic nie szkodzi. Było, minęło. Nie ma co płakać.
Dom wypełniał się gośćmi. Wszyscy podziwiali nasz dom. Kiedy wszyscy już byli przeszedł czas na zniesienie toastu.
-Za Natalię i Andrzejka- krzyknęli wszyscy.
Gdy już miałam napić się soku. Wojtek, który dzisiaj tez przyszedł sam zapytał.
-Natalia, a co Ty dzisiaj znowu soczek?
-No właśnie. To miało być pierwsze.- powiedziałam do Andrzeja
-Co?- odpowiedzieli wszyscy.
-No... bo...- nie wiedziałam jak to ubrać w słowa.
-Spodziewamy się dziecka. Natalka jest w ciąży- uratował mnie Andrzej, który stanął za mną  i położył ręce na brzuszku.
Rozległy się gromkie brawa. Wszyscy do nas podchodzili i gratulowali.
-No to za Natalię, Andrzeja i... i ich Małą Wronkę. - zaśmiał się Karol.
-Za Natalię, Andrzeja i ich Małą Wronkę -powtórzyli wszyscy.
Potem już wszyscy się bawili w rytm muzyki, nad którą czuwał Winiar. Ja się tylko martwiłam o Olkę, ale potem zauważyłam, że nie mam o co, bo Olcia tańczyła z Wojtkiem. Do domów wszyscy się rozeszli koło 3. No prawie wszyscy, bo Ola i Wojtek byli tak pijani, że zostali u nas na noc i razem spali na kanapie. Złapałam Andrzeja za rękę i poszliśmy do sypialni. Ściągnęłam tylko z siebie sukienkę i wtulona w Andrzeja zasnęłam.

2 miesiące później...
Obudziło mnie głaskanie po brzuchu (który już był dość sporawy) i pocałunki na ramieniu.
-Andrzej?
-No nareszcie. Już myślałem, że się nie obudzisz.
-To trzeba było mnie obudzić w typowy sposób.
-Chciałem, żeby to było miłe rozpoczęcie dnia.
-I było.- powiedziałam i pocałowałam go w usta.
Zeszliśmy na śniadanie. Przygotowaliśmy tosty z dżemem.
-Pamiętasz o dzisiejszej wizycie?- zapytałam
-Tak, tak, oczywiście, że pamiętam. O 14:30.
-Zgadza się.
-Teoretycznie mam dzisiaj wolne, ale praktycznie to muszę jechać do Łodzi pozałatwiać jakieś papiery z klubu, zrobić  dodatkowe badania etc. etc.
-Oj biedny. Od szpitala do szpitala.
-Ten drugi szpital to będzie sama przyjemność.
-Nooom dzisiaj się przekonamy co tam w środku siedzi.
-Na pewno najlepsze, najpiękniejsze Dziecko na świecie.- powiedział i pocałował brzuch.
-Kocham Cię Ptaszku
-Ja Ciebie też kocham Kotku.
Pobiegłam na górę się przebrać, a potem pożegnałam się z Andrzejem i pojechałam do pracy.
Tam już wszyscy wiedzieli, że jestem w ciąży, w końcu to już końcówka 3-ego miesiąca, więc trochę widać. `W pracy czas minął  mi bardzo szybko, pewnie dlatego, że dużo miałam dzisiaj pracy. O 14 wyszłam z budynku. Kiedy wyjęłam telefon, żeby zadzwonić do Andrzeja, telefon zaczął dzwonić, a kto dzwonił? Słoneczko Moje- Andrzejek.
-Cześć Kochanie
-Cześć Skarbie. Tylko się nie denerwuj- zaczął.
-Nie mów tak, bo zaczynam właśnie to robić.
-Dobrze, bo Kotek stoję w gigantycznym korku już od godziny.  Próbowałem jakoś przejechać, ale no kurwa kompletnie się nie da. Jakiś straszny wypadek z tego co słyszałem w radiu. Obiecuję, że jak tylko coś się ruszy, przyjadę najszybciej jak to możliwe.
-Andrzej, spokojnie. Masz jechać normalnie.  Nie chcę, żeby coś Ci się stało. Poradzę sobie sama.
-Kochanie, ale ja tak bardzo chcę być tam z Tobą usłyszeć serducho Dziecka.
-Nie martw się usłyszysz następnym razem. Nie martw się. Kocham Cię.
-Ja Ciebie też Skarbie.
Pożegnałam się i rozłączyłam. Wsiadłam w samochód i pojechałam do szpitala. Faktycznie w radiu słyszałam o tym wypadku. Dwie osoby zmarły na miejscu, trzy ranne.  Nieciekawie to brzmi.
Podjechałam pod szpital, trochę się denerwowałam, ale chyba nie bardziej niż przed pierwszą wizytą.
-Pani na 14:30? - zapytała pielęgniarka.
-Tak.
-Proszę wejść już teraz, bo poprzednia pacjentka odwołała wizytę w ostatniej chwili.
-Dobrze, dziękuję. - powiedziałam i weszłam do sali.
Po 30 minutach wyszłam, chyba jeszcze nie docierało do mnie to co przed chwilą usłyszałam.
Usiadłam na krześle i zaczęłam płakać. W tej chwili usłyszałam jak ktoś biegnie korytarzem.
-Natalia! Boże! Kochanie co się stało?!- zapytał zdenerwowany Andrzej.
Nic nie odpowiedziałam tylko mocno się przytuliłam.
-Andrzej... My...-  nie mogłam znaleźć jakoś słów.

Witam! Po długiej nieobecności jedenastka wylądowała. Strasznie długo ją pisałam koniec roku się zbliża, a ja coraz mniej czasu mam. Postanowiłam wpleść tutaj kilka wątków. CIĄG DALSZY NASTĄPI... Mam nadzieję, że niedługo.